Województwo ma się dobrze

Ze Zbigniewem Szczygłem, byłym członkiem Zarządu Województwa Dolnośląskiego i radnym wojewódzkim rozmawia Agnieszka Dobkiewicz.

Jak Pan ocenia ostatnie cztery lata Województwa Dolnośląskiego?

– Bardzo dobrze, bo to jest kontynuacja realizacji strategii województwa z lat 2007-2014. W tej chwili dotarliśmy do finału. Jeszcze kilka projektów jest realizowanych, ale to już reszta starej projekcji. Nie ma jeszcze podsumowania. Cieszę się z tego, co zacząłem w tamtej kadencji, gdy byłem w Zarządzie Województwa. W tej chwili kończą się projekty w dziedzinie infrastruktury – otwarta jest mała obwodnica w Świdnicy czy Łagiewniki –Dzierżoniów, plus trzeci etap obwodnicy Nowej Rudy. Mamy więc taki finał finałów.

A co ciekawego działo się, jeśli chodzi o sprawy gospodarcze?

– Mieliśmy do czynienia z całym szeregiem przedsięwzięć, o które aplikowały przedsiębiorstwa i na które otrzymały wsparcie. Tutaj nie można nie wspomnieć o całym szeregu rzeczy z dziedzin turystyki. To motor dla naszych terenów. W tych ośrodkach pojawiły się liczne inwestycje infrastrukturalne, hotelowe, aktywności fizycznej. Oczywiście trzeba wspomnieć o inwestorach. Tutaj działo się dużo przed kryzysem i znowu się zaczyna dziać. Notujemy coraz większe zainteresowanie. Na przykład w Słupcu koło Nowej Rudy pojawił się zupełnie nowy podmiot. Za wcześniej jednak o tym mówić.

Jeśli mówimy o turystyce, nie sposób nie wspomnieć o uzdrowiskach?

– Faktycznie w tej kadencji dużo podmiotów zostało sprywatyzowanych. Tutaj na pewno trzeba wspomnieć o Polanicy, ale też Lądku Długopole, Szczawnie Jedlina. Zostały one przekazane ze Skarbu Państwa do samorządu województwa dolnośląskiego. My jesteśmy ich właścicielem. Jest to dla nas o wiele korzystniejsza sytuacja. To są spółki z wielką tradycją. W takim układzie będą mogły aplikować o wsparcie z funduszy unijnych, dzięki którym doprowadzimy je do standardów obowiązujących we współczesnym świecie. Będzie też możliwość unowocześnienia bazy leczniczej. Zwłaszcza że interesują się nimi podmioty zagraniczne.

A co z tak zwanym patriotyzmem lokalnym? Dużo Pan w tym przedmiocie robił. Wspomnijmy choćby Mariannę Orańską.

– Musimy dbać o powiązanie z dziedzictwem tej ziemi. To jest wiele odsłon. W tym osoby, które miały ogromny wpływ na rozwój tych ziem. Jedną z nich jest Marianna Orańska, księżna dworu niderlandzkiego. Warto o tej kobiecie mówić i pamiętać. Na jej cześć powstał specjalny szlak jej imienia, na którym stoją oznakowane obiekty. Patrząc na ilość tych obiektów, widać, ile ta dobra Pani zrobiła dla regionu – fundowała renty wdowie, wspomagała młodzież wiejską, wspierała infrastrukturę i przedsiębiorstwa gospodarcze. Dzięki niej funkcjonowała huta szkła w Stroniu Śląskim. Jest wiele przykładów na to, że jej tchniecie sprawiło, że region wspaniale się rozwijał. I służyło to mieszkańcom. Przywrócenie tego dziedzictwa wzbogaca nasz region. Mamy nadzieję, że dzięki temu odwiedzą nas turyści holenderscy.

Działał Pan też na rzecz produktów regionalnych, głównie wołowiny sudeckiej?

Tak. Wspólnie z władzami i mieszkańcami próbowaliśmy znaleźć produkt, który można by było wykreować. I padł pomysł wołowiny sudeckiej. Jesteśmy w tej chwili na etapie inicjatywy klastrowej. Razem z Uniwersytetem Przyrodniczym i Uniwersytetem Ekonomicznym z Wrocławia oraz hodowcami, gastronomią i władzami samorządowymi. To jest fantastyczny układ instytucjonalny i personalny, który zmierza do wyeksponowania i przywrócenia hodowli bydląt. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Przyrodniczy sprawdziły, czy będzie ona miała konsumentów, czy się przyjmie. Niestety, okoliczności zewnętrzne spowodowały, że jeśli chodzi o spożycie wołowiny, to uciekło nam jedno pokolenie. W efekcie stała się ona produktem elitarnym. Na szczęście znowu zaczęła się częściej pojawiać. Turysta, który przyjeżdża do nas, oczekuje produktu regionalnego. Dlatego wychodzimy naprzeciw tym oczekiwaniom. Jest zapotrzebowanie, ale musi się to legitymizować pewnymi cechami – dostępnością, odpowiednią jakością, smakiem. Trzeba też zabezpieczyć ciągłość dostaw. W tym kierunku robimy starania i pozyskujemy środki. Tych regionalnych produktów jest znacznie więcej – miody, karp milicki, sery dojrzewające. To produkty, które mają stosowne certyfikaty. W tym kierunku zmierza też wołowina sudecka.

* No właśnie pomysłów jest wiele. Ale na ich realizację potrzeba pieniędzy. Na co znajdą się pieniądze w kolejnej transzy środków unijnych, które zasilą Dolny Śląsk?

-Nowa projekcja będzie ukierunkowana na innowacyjność. W tej chwili powoli kończą się w tej sprawie rozmowy – trwają negocjacje kontraktu terytorialnego. Niebawem te pieniądze trafią do nas, a następnie do firm. I będą dostępne dla tych, którzy stawiają na nowe rozwiązania. Mam tu na myśli także małe i średnie przedsiębiorstwa. Ale przecież nie tylko unijne środki są dostępne dla sektora gospodarczego. Na przykład można cały czas korzystać ze wsparcia Funduszu Regionu Wałbrzyskiego. Niedawno wygrał on przetarg na wsparcie finansowe osób, które zakładają swój pierwszy biznes. To świetne źródło finansowania na początek – dla ludzi z głową, przedsiębiorczych. Wracając jednak do środków unijnych, chciałbym pokazać, co udało się za nie w poprzedniej kadencji zrobić. Na przykład w kwestii bezpieczeństwa, która jest mi bardzo bliska. Właśnie kończy się realizacja programu realizowanego dla wsparcie systemu bezpieczeństwa w wysokości  około 70 milionów złotych. Kupiliśmy za 12, 5 miliona wojewódzkich pieniędzy 130 samochodów dla OSP, a w ramach 56 milionów złotych wsparcia z RPO i projektów transgranicznych doposażyliśmy Państwową Straż Pożarną. W przyszłej projekcji ma być powołane Centrum Zarządzania Bezpieczeństwem Dolnego Śląska. Plany są wielkie. A co się uda, okaże się w ciągu najbliższych lat.

* Dziękuję za rozmowę.

Powiązane artykuły