Ilona Adamska: Chcę, żeby moja praca zostawiała po sobie dobro

Zaczynała jako studentka filozofii, która metodą prób i błędów tworzyła małe, butikowe wydawnictwo. Dwadzieścia lat później za ADAMSKA MEDIA stoją magazyny, książki, gale i inicjatywy społeczne, a przede wszystkim – wieloletnie relacje. Ilona Adamska opowiada Paulinie Purgał o dojrzewaniu do własnej definicji sukcesu, odpowiedzialności za słowa i radości ze wspólnego działania z ukochanym. Z okazji jubileuszu mówi również o tym, dlaczego dziś najbardziej ceni spokój, swobodę wyboru i możliwość pomagania innym.

Gdy myślisz o początkach ADAMSKA MEDIA, jaki obraz pojawia się jako pierwszy?

Od razu widzę siebie na studiach. Studentkę filozofii, która metodą prób i błędów buduje małe, butikowe wydawnictwo. Nie mam jeszcze doświadczenia, wielu rzeczy dopiero się uczę, ale chcę tworzyć coś własnego. Podejmuję pierwsze decyzje i stopniowo odkrywam, co działa, a co trzeba zrobić inaczej.

Z dzisiejszej perspektywy widzę, jak ważny był ten czas. Własne wydawnictwo oznaczało naukę odpowiedzialności – za pomysł, za słowo, za zobowiązania wobec innych ludzi. Studia dawały mi przestrzeń do zadawania pytań, a prowadzenie firmy wymagało podejmowania decyzji, nawet kiedy nie znałam jeszcze wszystkich odpowiedzi.

Kiedy myślę o dwudziestoleciu ADAMSKA MEDIA, wracam właśnie do tej studentki. Patrzę na nią z czułością. Dziś wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, ale doceniam, że wtedy zdecydowała się zacząć. Nie wiedziała przecież, że buduje początek historii, o której dwadzieścia lat później będziemy rozmawiać.

Co miałaś wtedy w sobie, czego nie dało się jeszcze zobaczyć w doświadczeniu, kontaktach ani na firmowym koncie?

Na pewno ogromną ciekawość i chęć, żeby spróbować. Kiedy pojawiał się pomysł, chciałam sprawdzić, czy potrafię nadać mu realny kształt. Nie wiedziałam jeszcze, jak wiele pracy wymaga prowadzenie wydawnictwa. Być może właśnie ta niewiedza pozwalała mi odważniej podejmować pierwsze decyzje.

Miałam też gotowość do uczenia się. Metoda prób i błędów brzmi niewinnie, ale kiedy buduje się coś własnego, każdą pomyłkę przeżywa się osobiście. Musiałam nauczyć się wyciągać z niej wnioski i próbować ponownie, zamiast uznawać, że skoro coś mi nie wyszło, to się do tego nie nadaję.

Myślę, że moim kapitałem była również wyobraźnia. Widziałam możliwości, których nie dało się jeszcze pokazać w liczbach. Dzisiaj nazwałabym to zaufaniem do siebie. Wtedy po prostu robiłam kolejny krok. Nie miałam pewności, że wszystko się uda. Wierzyłam jednak, że mogę się nauczyć tego, czego jeszcze nie umiem.

Jesteś z wykształcenia filozofką, ze specjalizacją w etyce. Czy w prowadzeniu firmy zdarzały się sytuacje, w których wartości kosztowały Cię więcej niż kompromis?

Tak, choć nie zawsze da się ten koszt przeliczyć na pieniądze. Czasem oznacza on rezygnację ze współpracy, czasem trudną rozmowę, a czasem konieczność powiedzenia „nie”, kiedy biznesowo łatwiej byłoby się zgodzić. Gdy firma nosi własne nazwisko, takie decyzje mają szczególny wymiar. Podpisuję się przecież również pod sposobem, w jaki ją prowadzę.

Filozofia nauczyła mnie zadawać pytania, także te niewygodne. Czy dana decyzja jest uczciwa wobec drugiego człowieka? Czy mogę dotrzymać składanej obietnicy? Czy potrafiłabym otwarcie wyjaśnić, dlaczego postąpiłam właśnie tak?.

Nie chciałabym jednak przedstawiać siebie jako osoby, która zawsze bezbłędnie wybierała. Przez te dwadzieścia lat podejmowałam również decyzje, które z dzisiejszą wiedzą oceniłabym inaczej. Ważną częścią odpowiedzialności jest dla mnie umiejętność przyznania się do błędu i gotowość, żeby coś naprawić.

Kompromis jest potrzebny w biznesie. Można negocjować warunki, zmieniać plany, szukać rozwiązania dobrego dla obu stron. Trzeba jednak wiedzieć, gdzie przebiega własna granica.

Jak zmieniło się przez te 20 lat Twoje rozumienie sukcesu? Co kiedyś było jego dowodem, a dziś ma już mniejsze znaczenie?

Jeszcze dziesięć lat temu sukces mierzyłam przede wszystkim tym, co było widoczne na zewnątrz: zasięgami, liczbą gwiazd na gali, publikacjami w mediach. Cieszyło mnie, że o moich projektach jest głośno, że przyciągają uwagę. Wkładałam w nie ogrom pracy, a zainteresowanie było potwierdzeniem, że ta praca przynosi efekty. To był ważny etap i patrzę na niego z szacunkiem – również dla własnych ówczesnych ambicji.

Dziś czuję, że sukces buduje się w ciszy. Oznacza dla mnie spokój, możliwość prowadzenia biznesu według własnych zasad i swobodę decydowania, w co chcę się angażować. Mogę świadomie wybierać ludzi i projekty, z którymi jest mi po drodze. Potrafię też z czegoś zrezygnować, nawet jeśli wygląda atrakcyjnie, gdy wiem, że zabraknie mi na to czasu albo będę musiała zapłacić za to własnym spokojem.

Coraz większe znaczenie ma dla mnie również to, komu moja praca służy. Dlatego tak ważna jest dla mnie kampania „NIE HEJTUJĘ – MOTYWUJĘ”. Łączy moje doświadczenie w mediach z przekonaniem, że warto brać odpowiedzialność za słowa i za sposób, w jaki traktujemy innych. Jej sens widzę w zachęcaniu ludzi do refleksji: jak reaguję, kiedy ktoś popełnia błąd? Czy moja krytyka coś wnosi? Czy potrafię kogoś wesprzeć?

Dzisiaj sukcesem jest dla mnie możliwość pomagania dzieciom, tworzenia potrzebnych inicjatyw i dawania kobietom przestrzeni, w której mogą uwierzyć we własne możliwości. Zasięgi nadal pomagają docierać z tym przekazem do ludzi, ale same w sobie już mnie nie spełniają. Chcę wiedzieć, że za uwagą, którą zdobywam, idzie coś wartościowego.

Dziś sukces to dla mnie poczucie, że robię rzeczy, które mają sens, mogę żyć w zgodzie ze sobą i mam jeszcze czas oraz energię na życie poza pracą.

Kampania „NIE HEJTUJĘ — MOTYWUJĘ” dotyczy odpowiedzialności za słowa. Czy praca w mediach zmieniła sposób, w jaki sama oceniasz, krytykujesz i rozmawiasz z ludźmi?

Oczywiście. Praca w mediach, a szczególnie tworzenie kampanii „NIE HEJTUJĘ — MOTYWUJĘ”, sprawiły, że znacznie uważniej przyglądam się własnym słowom i reakcjom. Nie piszę obraźliwych komentarzy, nie poniżam ludzi w internecie. Nie czuję potrzeby, żeby odreagowywać własne emocje czyimś kosztem.

Jednocześnie, pracując w mediach i obserwując portale, widzę, jak łatwo uwagę przyciągają hejt, konflikt i kontrowersja. Jak często to właśnie na nich buduje się zasięgi. Smuci mnie, kiedy czyjeś trudne doświadczenie staje się pretekstem do sensacyjnego nagłówka, a sposób przedstawienia historii zachęca odbiorców do wydawania wyroków. Za tymi publikacjami stoją przecież konkretni ludzie, którzy później zostają z konsekwencjami. Jako wydawcy i redaktorzy odpowiadamy także za tytuł, dobór zdjęcia i ton tekstu. Warto zadać sobie pytanie, co uruchamiamy taką publikacją i czy pogoń za uwagą nie przesłania nam człowieka.

Ale odpowiedzialność za słowa nie kończy się na tym, co publikujemy. Dotyczy też prywatnych rozmów. Krzywdzenie kogoś może zacząć się od plotki, złośliwej uwagi, powtarzania niesprawdzonej historii. Bardzo pilnuję, żeby w to nie wchodzić. Czy zawsze mi się udaje? Jesteśmy ludźmi – czasem rozmowa skręca w taką stronę i dopiero po chwili orientuję się, że uczestniczę w czymś, czego nie chcę wspierać. Staram się wtedy zatrzymać i wycofać, zamiast dokładać kolejne zdanie.

Dzisiaj wiem, że plotka potrafi zniszczyć reputację, relacje, a nawet życie człowieka. Rozpowszechnianie jej, żeby kogoś upokorzyć, podważyć jego wiarygodność czy wykluczyć z grupy, jest formą przemocy relacyjnej. Odsunęłam się od wielu osób, przy których takie rozmowy były codziennością i które mocno mnie w nie wciągały. Czuję się z tym lepiej. Mam więcej spokoju i większą uważność na to, jakimi treściami sama się otaczam.

Nauczyłam się też odróżniać hejt od krytyki. Nie każda niepochlebna opinia jest atakiem. Ktoś może nie zgadzać się z moją decyzją, ocenić projekt inaczej albo zwrócić mi uwagę na błąd – i ma do tego prawo. Umiem przyjąć krytykę, przyznać komuś rację, przeprosić. Czasem potrzebuję chwili, żeby emocje opadły, ale potrafię wrócić do czyichś słów i zastanowić się, co mogę z nich wynieść.

Prowadzenie tej kampanii zobowiązuje mnie do zaczynania od siebie. Także do przyglądania się własnym potknięciom. Chcę, żeby to, do czego zachęcam publicznie, było widoczne w moich codziennych rozmowach – również wtedy, gdy nikt ich nie słyszy poza mną i drugim człowiekiem.

Za Tobą dwadzieścia lat tworzenia gal, takich jak Diamenty Kobiecego Biznesu, Lwice Biznesu czy Bestsellery Roku, a także konferencji i Forum Kobiet. Wydałaś ponad dwadzieścia inspirujących książek, z czego ponad połowę stanowią projekty tworzone z kobietami i dla kobiet. Kiedy patrzysz na ten dorobek, co ma dla Ciebie największą wartość?

Najcenniejsi są dla mnie ludzie, których poznałam przez te dwadzieścia lat. Kiedy myślę o poszczególnych galach, książkach czy konferencjach, przypominam sobie twarze, rozmowy i wspólne emocje. Z wieloma osobami znamy się od dziesięciu, piętnastu, a nawet dwudziestu lat. Niektóre relacje zawodowe przerodziły się w przyjaźnie, inne w wieloletnią współpracę opartą na zaufaniu. To ogromna wartość – wiedzieć, że po tylu latach nadal chcemy razem coś tworzyć, możemy na sobie polegać i mamy sobie coś do powiedzenia.

Ta praca dała mi również możliwość poznania cenionych osobowości, między innymi profesora Andrzeja Bliklego, profesora Jerzego Bralczyka, Teresy Rosati czy dr Ireny Eris. Spotkania z ludźmi o tak dużym dorobku są dla mnie okazją do słuchania, uczenia się i przyglądania temu, jak myślą o swojej pracy, odpowiedzialności i sukcesie. Takie rozmowy zostają w pamięci na długo.

Bardzo cenię też spotkania z kobietami, które poznawałam na różnych etapach ich zawodowej drogi. Część z nich dopiero zaczynała, kiedy po raz pierwszy pojawiły się na moim wydarzeniu albo dołączyły do wspólnej książki. Dziś mogę obserwować, jak rozwijają firmy, realizują kolejne pomysły i coraz odważniej mówią własnym głosem. Świadomość, że nasze spotkanie czy wspólny projekt mogły być dla kogoś wsparciem, daje mi ogromną satysfakcję.

Gala trwa jeden wieczór, nad książką pracuje się przez wiele miesięcy, ale znajomości, które dzięki nim powstają, potrafią trwać przez dekady. Właśnie to uważam za najcenniejszy dorobek ADAMSKA MEDIA: ludzi, którzy są ze mną od lat, i relacje, do których obie strony wciąż chcą wracać.

Od dwunastu lat wydajesz „LAW BUSINESS QUALITY”. Wiem, że to Twoje oczko w głowie – magazyn i portal pięknie się rozwijają, a Ty właśnie temu projektowi, obok kampanii „NIE HEJTUJĘ – MOTYWUJĘ”, poświęcasz najwięcej czasu. Co sprawia, że ten tytuł jest dla Ciebie tak ważny, i na czym najbardziej zależy Ci przy jego tworzeniu?

„LBQ” rzeczywiście jest moim oczkiem w głowie. Od dwunastu lat rozwijam ten tytuł i wciąż mam ochotę szukać dla niego nowych tematów, rozmówców i kierunków. Cieszy mnie, że zarówno magazyn, jak i portal się rozwijają, bo widzę, ile pracy i zaangażowania za tym stoi.

Zależy mi na pokazywaniu biznesu przez ludzi: ich decyzje, doświadczenia, wartości, czasem również błędy i trudne lekcje. Osiągnięcia są ważne, ale jako redaktorkę ciekawi mnie także droga, która do nich prowadziła. Chcę wiedzieć, jak ktoś myśli, co pomogło mu przetrwać trudniejszy czas, jaką odpowiedzialność bierze za swoją pracę. Z takich rozmów czytelnik może wynieść coś dla siebie.

Magazyn jest półrocznikiem i czasem słyszę: „Tylko dwa wydania w roku?”. Tymczasem przygotowanie każdego numeru zajmuje nam wiele miesięcy. To wybór tematów i rozmówców, przeprowadzenie wywiadów, redakcja, zdjęcia, praca nad oprawą graficzną i dopracowywanie szczegółów. Do tego równolegle prowadzimy portal, który ma własny rytm publikacji. Praca nad tym projektem trwa więc przez cały rok.

Po dwunastu latach nadal czuję tę samą ekscytację, kiedy biorę do ręki gotowy numer. A gdy czytelnicy przesyłają mi zdjęcia z naszym magazynem znalezionym w Empiku, cieszę się jak dziecko. Z ogromną radością oglądam każdą rolkę i każdy post, w którym ktoś pokazuje nasz tytuł, poleca rozmowę czy dzieli się tym, co go poruszyło.

Już 13 listopada odbędzie się uroczysta gala z okazji 20-lecia ADAMSKA MEDIA. Jak zamierzasz świętować ten jubileusz? Co znajdzie się w programie wieczoru i jakie atrakcje przygotowałaś dla gości?

Nazywam to galą, choć przyznam, że to słowo nie do końca oddaje charakter wieczoru, który przygotowuję. Owszem, będą okrągłe stoły, kolacja serwowana przez kelnerów, piękne wnętrza i dekoracje inspirowane galą oscarową. Ale wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie jestem fanką nadęcia, sztucznego blichtru i przepychu dla samego przepychu. Chcę, żeby 13 listopada był przede wszystkim wieczorem z duszą. Trochę jak spotkanie u dobrej przyjaciółki, która zaprosiła do siebie ludzi ważnych w jej życiu.

Przygotowujemy różnorodną oprawę muzyczną. Naszym gościem wieczoru będzie ukraiński śpiewak operowy Nazar Tatsyshyn. Wystąpi także Marcin Bąk z projektu Sound Avenue oraz Michał Kurasiewicz, czyli SULTAN G.U.R – kompozytor, multiinstrumentalista i producent, który łączy elektronikę z brzmieniem instrumentów etnicznych. Jego autorski występ live act zabierze nas w muzyczną podróż, w której orientalne melodie spotykają się z głębokimi elektronicznymi rytmami. A później scenę przejmie DJ i będziemy bawić się do drugiej w nocy. Będzie też ogromny urodzinowy tort – w końcu dwudzieste urodziny zasługują na odpowiednią oprawę!

Szykuję również panel dyskusyjny z udziałem gwiazd, a zarazem przyjaciół, z którymi przez lata spotykaliśmy się przy różnych inicjatywach. Powspominamy wspólne projekty, ważne momenty i historie, których publiczność być może jeszcze nie zna. Zależy mi na swobodnej rozmowie, z humorem, wzruszeniami i miejscem na spontaniczne wspomnienia. Sama jestem ciekawa, co moi goście zapamiętali i czym mnie zaskoczą.

Najbardziej chciałabym, żebyśmy mieli czas dla siebie: porozmawiali, pośmiali się, powspominali, a potem wspólnie zatańczyli. Przez dwadzieścia lat poznałam tyle osób, że nie sposób zaprosić wszystkich, których obecność była dla mnie ważna. Ten jubileusz traktuję jednak jako okazję, żeby podziękować za wspólną drogę i za relacje, które przetrwały znacznie dłużej niż pojedynczy projekt.

Nie ukrywam, że trochę się stresuję. Przy moich wyjazdach, warsztatach i spotkaniach spora część przygotowań odbywa się w drodze – podczas postojów, między kolejnymi spotkaniami, a później wieczorami. Zdarza mi się śmiać, że moje biuro organizacyjne mieści się teraz w samochodzie.

Mam plan, ale zostawiam też przestrzeń na spontaniczność. Z doświadczenia wiem, że najbardziej pamięta się często rozmowę przy stole, niespodziewane spotkanie czy wspólny śmiech. Chcę stworzyć warunki do takich chwil. Czuję, że to będzie wieczór inny niż wszystkie, które dotąd organizowałam -również dlatego, że tym razem pozwolę sobie po prostu świętować z moimi gośćmi.

Kiedy patrzysz na swoje życie i pracę dzisiaj, co daje Ci najwięcej radości?

Cieszę się, że mogę dzielić to, co dla mnie ważne, z moim ukochanym. Wspólnie tworzymy kampanię „NIE HEJTUJĘ – MOTYWUJĘ”, pracujemy i podróżujemy po Polsce. W tych wyjazdach jest miejsce na spotkania, warsztaty i obowiązki, ale też na rozmowy, bliskość i odkrywanie nowych miejsc. Wspólna praca jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła. Dużo szczęścia daje mi poczucie, że mamy wspólny cel i możemy razem robić coś potrzebnego.

Zawodowo cieszy mnie rozwijanie własnej marki jako ekspertki w zakresie przeciwdziałania mowie nienawiści. Mogę dzielić się wiedzą w mediach, zabierać głos w ważnych dyskusjach i docierać z tym tematem do kolejnych środowisk. W tym roku wystąpiłam w Senacie, a przede mną prelekcje dla Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Aktywów Państwowych. To dla mnie powód do dumy, ale również zobowiązanie do rzetelnego przygotowania i dalszej nauki.

Cały czas się rozwijam, poszerzam wiedzę na temat hejtu i jego konsekwencji. Spotkania z ludźmi przynoszą kolejne pytania, pokazują różne doświadczenia i przypominają mi, jak złożony jest to problem. Chcę coraz lepiej rozumieć te mechanizmy, żeby skuteczniej pomagać i proponować rozwiązania, które można zastosować w codziennym życiu.

A wydawnictwo? Ono także pięknie się rozwija. W listopadzie premierę będzie miał nasz kolejny portal – wszystkoohejcie.pl. W grudniu ukaże się książka „Gdybym mogła powiedzieć Ci jedną rzecz”, będąca projektem społecznym skierowanym do nastolatek. Bardzo cieszy mnie, że doświadczenie wydawnicze mogę wykorzystywać do tworzenia inicjatyw, które niosą wsparcie.

 

 

 

Rozmawiała: Paulina Purgał

 

 

 

 

 

 

Powiązane artykuły